Guillermo Del Toro, Chuck Hogan „Wirus”

Guillermo Del Toro, Chuck Hogan „Wirus”

Guillermo Del Toro, Chuck Hogan „Wirus”

Guillermo Del Toro, a właściwie Guillermo Del Toro Gomez to meksykański reżyser, scenarzysta, producent i powieściopisarz. Znany jest ze stworzenia takich filmów jak m.in. „Sierociniec” (2007), „Oczy Julii” (2010), czy „Mama” (2013).

Chuck Hogan jest amerykańskim pisarzem i współautorem książek cyklu „Wirus” („Wirus”, „Mrok”, „Wieczna noc”, „Upadek”). Napisał także powieść pt. „Książę złodziei – powieść”, która w 2004 roku została zekranizowana.

Wzięłam „Wirusa”, ponieważ zainteresował mnie opis. Jednakże im dalej czytałam, tym mniej mi się podobała. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie sięgnę po kolejne tomy.

Epraim Goodweather pracuje w Centrum Zwalczania i Prewencji Chorób. Pewnego dnia zostaje wezwany do tajemniczego samolotu, który przyleciał z Europy. Nikt z załogi ani pasażerów nie przeżył, a mimo to samolot wylądował bez żadnych komplikacji. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że nikt z podróżnych nie przejawiał śladów walki czy paniki. Zupełnie jakby umarli we śnie. I sen jest najlepszym określeniem stanu, w jakim się znajdują. Okazuje się, bowiem, że pasażerowie nie są już ludźmi, a opanowanymi przez dziwnego, nieznanego światu wirusa, który zamienił ich w…wampiry. Wampiry, które tylko czekają aż nastanie noc, by zaatakować. Ephraim wraz z współpracownicą i pewnym starym profesorem próbują przywrócić światu normalne życie.

„Wirus” to przede wszystkim opowieść o opanowaniu świata przez wampiry. Wiecznie głodne i spragnione nie przepuszczą żadnemu żywemu stworzeniu, a na ich czele stoi pradawna istota, która nagle postanowiła przybyć do Stanów Zjednoczonych i przywrócić wampirom władzę nad światem.

Przyznam, że książka dobrze się zaczęła, ale im dalej czytałam moja ciekawość i zaangażowanie słabło. Wartka wcześniej akcja spowolniała, a tajemnice za szybko zostały rozwiązywane. Ponadto fabuła stała się przewidywalna już w połowie książki.

Lubię historie o wampirach, ale ta wyjątkowo nie przypadła mi do gustu. Autorzy odebrali wampirom ich typowy dla literatury i filmu „urok” i zrobili z nich zawirusowane zombie. Legendy o czosnku, cisowych kołkach, wodzie święconej i kłach zostały zastąpione dziwnymi naroślami wyrastającymi z ust. Stworzyli swój własny wizerunek wampirów, co z jednej strony jest dobre, bo ich nie szufladkuje i nie zamyka w jednym wyobrażeniu, a z drugiej rujnuje całą wizję, jaką stworzył chociażby Bram Stoker. Wampiry nigdy nie były przyjazne (no może poza sagą „Zmierzch”), ale zamieniać je w coś na wzór zombie, to już według mnie lekka przesada. Czytając książkę odniosłam wrażenie, że autorom albo pomyliły się pojęcia wampir i zombie, albo chcieli stworzyć zombio-wampira. Niestety to spowodowało, że nie chce poznać niedokończonych wątków, ponieważ do tej pory czuję niesmak po tych dziwnie wykreowanych czarnych charakterach…

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Najczęściej przeglądane

Opublikowano 25/08/2017, 12:24 przez Książkowy Świat
marta-reich-sztuki-i-sztuczkiMarta Reich „Sztuki i sztuczki” Marta Reich „Sztuki i sztuczki” Czy sztuka i sztuczka to to samo?  W pewnym sensie tak. Oba pojęcia odnoszą się do...
Opublikowano 24/06/2017, 12:35 przez Książkowy Świat
agnieszka-pruska-zwloki-powinny-byc-martweAgnieszka Pruska „Zwłoki powinny być martwe” Agnieszka Pruska „Zwłoki powinny być martwe” Zwłoki to podstawowy i najważniejszy element kryminału. Bez...
Opublikowano 04/06/2017, 11:59 przez Książkowy Świat
mary-sue-ann-zabojcza-podswiadomoscMary Sue Ann „Zabójcza podświadomość” Mary Sue Ann „Zabójcza podświadomość” Motyw zabójstw, zwłaszcza brutalnych jest dość często powtarzany w...
Opublikowano 20/05/2017, 12:47 przez Książkowy Świat
carla-mori-krew-pot-i-lzyCarla Mori „Krew, pot i łzy” Carla Mori „Krew, pot i łzy” Czytając „Kod Leonarda da Vinci” Dana Browna podziwiałam autora za odwagę pokazania światu...
Opublikowano 05/05/2017, 15:03 przez Książkowy Świat
grzegorz-wielgus-krzyzowiecGrzegorz Wielgus „Krzyżowiec” Grzegorz Wielgus „Krzyżowiec” Epoka średniowiecza od zawsze była moją ulubioną. I bynajmniej nie chodzi tu o królewny...